Potęga małych przewag

Wspominałem kiedyś, że fundamenty mojej edukacji stanowią komiksy z Kaczorem Donaldem? Smutne, ale prawdziwe.

Ok, blefuję. Tak naprawdę, niesmutne. Jestem z tego dumny. Gdybym nie zgubił swojej odznaki Młodego Scouta, którą rozdawali Hyzio, Dyzio i Zyzio, to nosiłbym ją wpiętą w klapę. Te komiksy to małe literackie arcydzieła najeżone swobodnie wplecionymi nawiązaniami i do popkultury, i do “kultury wysokiej” (takiego “w tym szaleństwie jest metoda” to wręcz nadużywali w dialogach). Tytuł prawie każdego odcinka był, mniej lub bardziej, zręczną grą słowną. Śmiałych i innowacyjnych konceptów też tam nigdy nie brakowało. Wiedzieliście, że pewnemu duńskiemu wynalazcy odmówiono patentu na wyciąganie zatopionych statków z dna morza małymi, lekkimi bojkami, bo lata wcześniej w komiksie siostrzeńcy Kaczora Donalda wyławiali tak samo okręty za pomocą tysięcy piłeczek pingpongowych? #truestory

Mógłbym się dalej rozpływać nad “paradami żartów” i “łamaczami głów”, ale z punktu widzenia tego bloga najcenniejszą lekcję dostałem, gdy dział “figle figlarzy” prezentował wskazówkę: “jak naciągnąć rodziców na kasę” (parafrazuję).  (więcej…)